CO TO ZNACZY WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ, ABY OSIĄGNĄĆ ZBAWIENIE?

Biblia opowiada o historii zbawienia, ukazując działanie Boga (łaska) i działanie człowieka (wolność). Z jednej strony czytamy: „Nawróć nas, Panie, do Ciebie wrócimy” (Lm 5, 21); „Spraw, bym powrócił, a wtedy powrócę” (Jer 31, 18). Z drugiej zaś znajdujemy takie oto wezwania: „Nawróćcie się do Mnie – wyrocznia Pana Zastępów -a Ja nawrócę się do was” (Za 1, 3); „Wróć, Izraelu, do Pana Boga twojego, upadłeś bowiem przez własną swą winę” (Oz 14, 2). Tę dynamikę podwójnego działania Boga i człowieka doskonale wyraża List do Filipian: „A przeto, umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźniąi drżeniem (…). Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z [Jego] wolą” (Flp 2, 12-13). Z jednej zatem strony wskazuje się na konieczność zabiegania człowieka o własne zbawienie, z drugiej natomiast podkreśla się całkowite pierwszeństwo działania Boga. Sam Jezus stwierdza dobitnie: „(…) beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5).

Biblia nie widzi żadnej sprzeczności pomiędzy łaską Bożą a wolnością człowieka. Nie tłumaczy jednak, jak to jest możliwe. Ogranicza się do ukazania jedności pomiędzy łaskawym działaniem Boga a wolnym działaniem człowieka. W historii chrześcijaństwa niejednokrotnie pojawiały się koncepcje, które koncentrowały się zbyt mocno na ludzkiej wolności albo – na odwrót – podkreślały jedynie inicjatywę Boga. Pelagiusz (zm. ok. 422 r.), a przede wszystkim jego uczniowie akcentowali w sposób przesadny wolną wolę człowieka. Łaska Boża – jego zdaniem – polegała jedynie na zewnętrznym przykładzie i wskazaniu kierunku właściwego działania. Reszta była kwestią wysiłków człowieka. Od nich w gruncie rzeczy zależało zbawienie. Kościół odrzucił te poglądy.

Reformatorzy w XVI wieku twierdzili, że to sam Bóg, bez żadnego udziału człowieka, dokonuje zbawienia jednostki. Łaskę Bożą przeciwstawiali wręcz ludzkiej wolnej woli, która – ich zdaniem – sama z siebie wybierała niezmiennie zło. Tego rodzaju przekonania prowadziły do wiary w predestynację: są ludzie predestynowani (wybrani) z góry do zbawienia, i są tacy, którzy od początku skazani są na potępienie. Również te poglądy zostały przez Kościół odrzucone lichtarz.

Pomiędzy skrajnościami rozwijała się idea współdziałania Boga i człowieka. „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra” (Rz 8, 29) – zapewniał św. Paweł. Anzelm z Canterbury (zm. 1109), odrzucając skrajności, starał się wykazać, że wolna wola współistnieje z łaską i z nią w rozmaity sposób współpracuje. Wyjaśniał, na przykład, że kiedy Jezus mówił, iż bez Niego nic uczynić nie możemy, to nie mówi: wolna wola nie służy do niczego, lecz: nie służy bez mojej łaski. Innymi słowy, człowiek nie może zbawić się sam, siłą swojej woli, ale – z drugiej strony – Bóg też nie może zbawić człowieka jakby na siłę, wbrew ludzkiej wolności. By zbawienie stało się faktem, jest potrzebna współpraca dwóch wolności: Boga i człowieka. Ta koncepcja współdziałania była rozwijana głównie przez teologię wschodnią, która wskazywała na różne formy modlitwy i ascezy jako najlepsze sposoby współdziałania z Boską pedagogiką zbawienia człowieka. Niektórzy na Zachodzie obawiali się, że zbytnie podkreślanie współpracy w dziele zbawienia prowadzi do swoistego zrównania Boga z człowiekiem, jak gdyby byli oni równorzędnymi partnerami. Bóg chce i potrzebuje naszej – danej w wolności – odpowiedzi na Jego słowa i czyny, ale nie wolno przecież zapominać, że Bóg we wszystkim jest od nas nieskończenie większy: „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 28).

Mówiąc o współpracy człowieka z Bogiem, trzeba zatem unikać zbytniego akcentowania roli jednej ze stron, a umniejszania drugiej; jednocześnie trzeba pamiętać, że owa współpraca nie dotyczy dwóch równorzędnych partnerów, lecz Stwórcy i stworzenia, Zbawiciela i grzesznika. Wydaje się zatem, że najlepszym modelem jest ukazywanie wolności człowieka nie obok (czy też naprzeciw) łaski Boga, ale wewnątrz niej. Zbawienie to nie wynik równorzędnego działania łaski i wolności ani tym bardziej sa-mozbawienia lub – na odwrót – zniesienie wolności człowieka przez Boga, ale ostateczne wyzwolenie ludzkiej wolności mocą łaski Bożej. Współdziałanie człowieka z Bogiem winno polegać głównie na zgodzie na działanie Boga, który jest wyzwalającą przyczyną naszej wolności. Zatem to nie jest tak, że my podejmujemy zbawcze dzieła, a Bóg nam w tym pomaga, ale to Bóg nas zbawia, a my możemy Mu pomagać albo przeszkadzać, przy czym możliwości szkodzenia są zdecydowanie większe. Człowiek ma bowiem tę straszną możliwość, aby powiedzieć Bogu ostateczne „nie” i tym samym wybrać potępienie. Wybierając tę możliwość, nie potwierdza jednak swej wolności, ale ją przekreśla. Istotą wolności nie jest samowola, tylko zdolność do współpracy z Miłością, która czyni człowieka wolnym, a tym samym umożliwia dalszą współpracę aż po wieczną wspólnotę miłości alba lektorska z kapturem.

Współpraca człowieka z łaską Bożą wiąże się z pojęciem zasługi. W mszale, w prefacji o świętych czytamy: „(…) dzięki Twojej łasce zdobyli zasługi, które nagradzasz”. Nie chodzi tutaj jednak o to, iż nasze dobre uczynki sprawiają, że Bóg jest nam coś winien i że należy się nam zapłata w postaci zbawienia. Pojęcie „zasługi” człowieka u Boga oznacza, że „Bóg w sposób dobrowolny postanowił włączyć człowieka w dzieło swojej łaski. (…) wolne działanie człowieka jest wtórne jako współpraca, tak że zasługi dobrych uczynków powinny być przypisane najpierw łasce Bożej, a dopiero potem wiernemu” (KKK 2008). Innymi słowy, nasze zasługi są darami Bożej dobroci, z czego bynajmniej nie wynika, że przestają być nasze. Wszak im bardziej pozwalamy działać w nas Bogu, tym bardziej jesteśmy sobą. Współdziałanie z Bożą łaską nie jest rezygnowaniem w jakiejś mierze z bycia sobą, ale wręcz przeciwnie, jest warunkiem odnalezienia siebie samego.