JAKIE MOŻLIWOŚCI ZBAWIENIA POSIADA CZŁOWIEK, KTÓRY NAWRACA SIĘ W CHWILI ŚMIERCI?

Chrześcijaństwo zawsze było przekonane o wielkiej wadze momentu śmierci człowieka. Śmierć jest zakończeniem dzieła życia, stanowi kres sytuacji określanej jako status viae – stan drogi, wędrówki. Człowiek dochodzi nie tylko do kresu, ale przede wszystkim do celu swojej wędrówki. Chrześcijańska duchowość określała często człowieka jako wędrowca – homo viator. Było to punktem wyjścia wielu rozważań natury ascetycznej, mówiących o niestabilności wszystkiego, co człowiek zdobywa na tym świecie, a co musi w jakiś sposób zostawić na ziemi, odchodząc ostatecznie do Boga. „Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa” (Flp 3, 20). Stąd względność wszystkiego, co jest związane tylko z tym światem, a nie posiada zakorzenienia w Królestwie przyniesionym przez Chrystusa: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą, i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną” (Mt 6, 19-20).

Dlatego też śmierć była i jest swoistym pedagogiem uczącym nie tylko przygotowania się na nadejście końca życia, ale przede wszystkim na właściwe wykorzystanie chwili. Wszystko, każdy moment, posiada wartość prawie nieskończoną; jest budowaniem budowli życia, która zostanie kiedyś obejrzana i oceniona. „Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre” (2 Kor 5, 10). Śmierć przewartościowuje wszystko, ponieważ wskazuje na ostateczną perspektywę, według której należy spoglądać na własne wyboiy. Ukazuje także, że podczas życia dokonuje się najważniejszy wybór człowieka: za lub przeciw Chrystusowi. Stąd nieustanne nawoływanie Kościoła do nawrócenia – aby nie tracić czasu, aby nie marnować szansy, jaką daje chwila obecna.

Śmierć zamyka stan drogi. Zamyka jednocześnie możliwość wolnego wyboru tak, jak rozumiemy go w uwarunkowaniach, w jakich aktualnie się znajdujemy. Nie znaczy to, że po śmierci człowiek utraci swoją wolność. Chodzi o to, że nie pozbawiając nas wolności, śmierć przeprowadzi nas w kierunku ostateczności. Nasza wolność nie zostaje nam zabrana, ale zostaje wypełniona. Obrazuje to poniższy przykład: człowiek, który wytrwale dąży do jakiegoś celu ze względów ambicjonalnych i wszystko ukierunkowuje w swoim życiu na osiągnięcie tego celu, gdy go osiąga, nie zostaje pozbawiony możliwości wyboru, ale trudno sobie wyobrazić, aby dokonał wyboru wbrew sobie, wbrew wszystkim swoim dążeniom; jego pragnienia ziszczają się i pragnie on skorzystać z tego, co było pragnieniem długotrwałego trudu. Coś podobnego (choć nie do końca) dzieje się w momencie śmierci. Człowiek nie traci wolności — wolność człowieka znajduje się w stadium wcześniej mu nieznanym, w stadium spełnienia. Jest to ostatnie stadium. Po śmierci człowiek nie zostaje wyrwany, oderwany od całej historii swoich dążeń i poczynań, wysiłków i wyborów. One znajdują się w stanie spełnienia. Wszystkie wybory życia człowieka zostają dopełnione patena.

Dlatego śmierć uczy nas, że całe życie chrześcijańskie ma być nieustannym dojrzewaniem do pełni. „Naucz nas liczyć dni nasze, abyśmy osiągnęli mądrość serca” (Ps 90, 12). Pod tym względem śmierć jest nauczycielką. Człowiek prawie nigdy nie ogląda spełnienia swojego życia na ziemi. Nawet jeżeli udaje nam się tworzyć dzieła długotrwałe, wszyscy rozbijamy się ostatecznie o czynnik czasu: zarówno jeśli chodzi o same dzieła, jak i o nas samych. Koniec życia ukazuje nieuchronne niespełnienie się człowieka w ramach tego świata. Wszystko, czego doświadczamy, jest w jakiś sposób fragmentaryczne. Nawet jeżeli stworzymy coś naprawdę godnego podziwu, sami nie jesteśmy w stanie „nasycić się” tym w pełni, gdyż musimy odejść i ta myśl nam zawsze towarzyszy. Wszelkie pocieszenia typu „nie wszystek umrę” (będące naprawdę owocem pogańskiej niewiary w życie wieczne; skąd więc ich cytowanie niekiedy w kontekście chrześcijańskim…) są iluzoryczne i ukazują właśnie ową fragmentaryczność; pozostać możemy tylko w dziełach naszych rąk, w pamięci innych, ale nie jesteśmy to przecież juz nigdy my sami – my bezpowrotnie odchodzimy.

Człowiek cały czas posiada pragnienie pełni, pragnienie zakończenia dzieła całego swojego życia, podsumowania, zobaczenia jego owoców. Takie jest chrześcijańskie spojrzenie na śmierć. Nie jest ona tylko pedagogiem. Jest ona także rzeczywistością, która umożliwia doświadczenie pełni. Pełne spojrzenie na swoje życie, ocena „dzieła swoich rąk” może nastąpić tylko spoza granicy samego życia. Chrześcijaństwo mówi, że człowiek, w którego jest wpisane dążenie do pełni, poprzez śmierć wkracza w prawdziwą Pełnię. Jest to także pełnia jego własnego życia. „Dzieło ludzkich rąk” nie rozsypuje się wraz z momentem śmierci, ale znajduje swoje dopełnienie po drugiej stronie. Wszelkie wysiłki, pragnienia, także te po ludzku nieudane, nie dostrzeżone przez innych, znajdą swoją pełnię. W tym sensie Bóg sam jest dopełnieniem dzieła człowieka. Budowla wznoszona przez nas okaże się w rzeczywistości bardziej bogata niż potrafimy ocenić to tutaj na ziemi, stosując kryterium sukcesu. Granica „opłacalności” przebiegać będzie zapewne w poprzek wielu ludzkich kryteriów.

Człowiek dojrzały, w mądry (biblijnie) sposób podchodzący do swojego życia, pragnie posiadać życie „w swoim ręku”, pragnie być w pełni jego kapitanem. Dojrzałe życie w chrześcijańskim rozumieniu, to życie ukierunkowane na wzrost miłości i w rozsądny sposób wykorzystujące chwilę. Taki człowiek będzie chciał „mieć w ręku” także własną śmierć jako moment spotkania z Chrystusem, jako chwilę wejścia w pełnię własnego życia. Na taki moment trzeba się przygotować. Odpuszczenie grzechów, walka z grzechem jest jednym tego aspektem, ale nie jedynym. Chodzi także o świadomość wypełnienia dzieła życia, dojścia do momentu śmierci, o świadome jej przeżywanie. Dlatego chrześcijaństwo modliło się przez wieki: a subitánea morte libera nos Domine (od nagłej śmierci wybaw nas Panie). Moment tak istotny powinien być przeżywany w sposób świadomy, powinien zastać człowieka przygotowanego alby lektorskie. Śmierć nie jest banalna.

A człowiek, który nawraca się w momencie śmierci? Kościół zawsze był przekonany o możliwości nawrócenia tak długo, jak długo trwa historia ludzkiej wolności – tak, jak ją zarysowaliśmy powyżej. Kluczem do zrozumienia możliwości skutecznego nawrócenia się w momencie śmierci jest wiara. Dobry łotr prosił z drzewa krzyża: „»Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa«. Jezus mu odpowiedział: »Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju«” (Lk 23, 42-43). Wiara, o jakiej tutaj mówimy, jest przylgnięciem do Jezusa Chrystusa. Akt wiaiy, czyli zaufania wobec Zbawiciela, człowiek może wzbudzić nawet przy samym końcu ziemskiej historii swojego życia. Jest to wystarczające, aby znaleźć się w kręgu zbawionych, tych, którzy zaufali Jezusowi. Tak rozumiana wiara rzeczywiście zbawia i usprawiedliwia (to znaczy czym człowieka sprawiedliwym). Człowiek staje się sprawiedliwy, ponieważ znajduje się w przyjaźni z jedynym Sprawiedliwym – Jezusem Chrystusem. „On to dła nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu, abyśmy się stali w Nim sprawiedliwością Bożą” (2 Kor 5, 21). Nie potrzeba żadnych „nadzwyczajnych” czynów, aby w momencie śmierci zaczerpnąć ze źródła zbawienia. Wystarczy po prostu uwierzyć, uznać swoją zależność od Jezusa. Dotyczy to każdego momentu naszego życia, także więc i tego szczególnego, jakim jest jego schyłek. Aktualne jest to w przypadku każdej sytuacji człowieka niezależnie od dystansu, jaki dzieli go od Chrystusa. Może w tym kontekście bardziej zrozumiała staje się przypowieść Jezusa o jednakowym wynagrodzeniu robotników w winnicy, niezależnie od czasy pracy (por. Mt 20, Inn). Śmierć zamykająca życiową wędrówkę utrwala stan, w jakim człowiek znalazł się przy końcu swojego życia. Wszystko człowiek może odwrócić do momentu swojej śmierci – zbawienie zawsze jest aktualnym darem ze strony Boga, dopóki człowiek może podejmować decyzje. Nawracając się w ostatnim momencie swojego życia, każdy ma szansę pozytywnie zakończyć swoją ziemską historię, którą Bóg dopełni w niewyobrażalny dla nas sposób.

Pozostaje, oczywiście, kwestia pokuty, na którą nie ma już czasu. W każdej sytuacji pokuta jest dojrzewaniem do miłości. W szerokim sensie tego słowa jest ona praktycznie rozciągnięta na całe życie, ponieważ całe życie naznaczone jest grzechem i przez całe życie musimy doskonalić się w miłości. Gdy nie ma możliwości na dojrzewanie w miłości za życia, pokuta musi zostać dopełniona po śmierci. Jest to rzeczywistość oczyszczenia, którą nazywamy czyśćcem. Dotyczy ona wszystkich tych, którzy z różnych przyczyn nie dopełnili pokuty za życia; w szczególny sposób dotyczy więc tych, którzy nie mieli czasu podjęcia jej za życia z racji nawrócenia w momencie śmierci. Zniweczony musi zostać w niej wszelki egoizm, jaki pojawił się w życiu, wszelkie zamknięcie się na miłość.

Człowiek nawracający się w momencie śmierci korzysta więc w pełni z daru zbawienia przyniesionego przez Jezusa: „Zaprawdę powiadam ci dziś będziesz ze mną w raju”